Herb Złotego StokuKopalnia Złota w Złotym Stoku!
!Historia górnictwaWyprawa do sztolniMuzeum górnictwaInfo dla turystówWybór odnośnikówKontakt!
Zamiast wstępu

Koło Naukowe Wydziału Górniczego Politechniki Wrocławskiej, którego jesteśmy członkami na miejsce pierwszej, konkretnej akcji wybrało sztolnie w okolicach Złotego Stoku.

Jeden ze starszych chodników w sztolni CzarnejPierwsze znaki robót górniczych na tym terenie sięgają prawdopodobnie jeszcze ubiegłego tysiąclecia. Jak stwierdzili Niemcy, najstarszy szybik i pozostałości drewnianej obudowy pochodzą z 933 roku (badane metodą izotopu węgla C14) Nie wnikajmy, jak udało się ustalić tak dokładną datę. Prawdopodobnie zachodziła potrzeba zorganizowania większego święta w 1933 roku. Okazja jak znalazł - tysiąclecie produkcji złotego kruszcu na tym terenie.

Wg opowiadań naszej przewodniczki - Eli - pierwotnie szukano złota w strumieniach. Początkowo więc jego poszukiwanie polegało na takim płukaniu piasku, o jakim jest mowa w książkach Jamesa Curwooda czy Jacka Londona, i z którym można się bliżej zapoznać w Złotoryi. Ktoś jednak pomyślał, że skoro znajduje się ono w materiale wyrwanym z opoki to takie właśnie jest pochodzenie kruszcu w strumieniu. I faktycznie.

Pierwsze szybiki i sztolnie zaglądają do wnętrza góry i udowadniają, że złoto, o które walczyły ze sobą rodziny i królestwa zalega sobie cichutko i tylko czeka, aż ktoś po nie sięgnie ręką (oczywiście uzbrojoną w żelazo i ogień). W kamieniołomach...Znowu człowiek zaczyna walkę, tym razem z górą i jej chimerami. Ciężką walkę, ponieważ złoża są ubogie, a skała podstępna. Zagrożenie dla górników, oprócz standardowego zestawu, stwarzają związki arsenu w połączeniu z metodami wydobycia. W dobie średniowiecza stosowano w Złotym Stoku metody urabiania zaczerpnięte z kopalni cyny. Mianowicie w przodku palono ognisko, które nagrzewało skałę. Następnie polewano caliznę wodą. Powodowało to spękanie złoża i ułatwiało dalszą przeróbkę. Wysoka temperatura powodowała jednak wydzielanie się lotnych związków arsenu. Bardzo szkodliwych. Umieralność górników pracujących w przodkach była ogromna. Tragiczne jest również, że właściciele kopalń bardzo szybko zorientowali się co zabija górników i wykorzystali to do własnych celów. Po prostu mówiono, że to kara za kradzież złota. Żywi górnicy się bali i nie kradli, a umarli głosu nie mają...

Sztolnia Książęca

Inna z historii kopalnianych tłumaczy dlaczego jedna ze sztolni - Książęca - odbiega w swoim pokroju od ówczesnych standardów. Jej wysokość ok. 2,5 metra jest zdumiewająca, jeżeli się ją porówna do przeciętnych chodników z tamtego okresu. Ponieważ wydobycie każdego metra sześciennego skały jest potężną pracą, górnicy wykonywali chodniki o minimalnym, możliwym do przejścia przekroju. Znajdowane są przeciski o wysokości 30 cm. W sztolni Książęcej wykonali chodnik, w którym nie tylko spokojnie każdy może stać. Ba, nawet wyciągniętą ręką nie dotknie stropu. Jakie jest więc wytłumaczenie?... Podobno Książę tych ziem chciał poznać pracę gwarków, nie w smak mu jednak było chodzenie z przygiętym karkiem. Zażyczył więc sobie takiego korytarza, którym nie tylko będzie mógł się spokojnie przejść, ale i przejechać konno.

Tylko ciekawe, jak ten koń miał w tej sztolni zawrócić? Ponieważ ciągnie się ona przez około kilometr bez żadnych odgałęzień, a wąska jest tak, że dwoje ludzi obok siebie przejdzie, ale troje, to już ni hu, hu. Czy Książę musiał przejechać ten kilometr, aby ktokolwiek mógł się z kopalni wydostać?

Na ścianach i stropie widoczne pociągnięcia żelazka. (Kto wie co to jest żelazko górnicze? W herbie górniczym jest perlik i żelazko, ale które jest które? Zabij - a nie wiem.) Atutem sztolni, jest to, że jest sucha. Nie ma odgałęzień, nie można się więc zgubić. Wystarczą latarki i cała rodzina może wyruszać na podbój. Wejście do sztolni leży przy drodze, kilkaset metrów za kamieniołomem i sztolnią Czarną. Łatwo je rozpoznać, gdyż jest "ozdobione" starą żelazną kratą.

Sztolnia Czarna

Ekspedycja w sztolni Czarnej (fot. M. Madziarz)Jeśli jednak ktoś szuka większych emocji, może wybrać się do sztolni zalanych wodą (Emanuela bądź Czarnej). Największą atrakcją sztolni Czarnej jest podziemny wodospad, spadający z dziesięciometrowej wysokości. Woda wypływa z chodnika do zawalonego szybu, mija zaciekawionych gapiów i znika w rumowisku, przez które dostaje się do niższego korytarza. Ela zaprowadziła nas na ten niższy poziom (tylko do ud zalany wodą) pod sam wodospad. Kombinezony - teoretycznie wodoszczelne, szkoda, że tylko teoretycznie - przepuszczały wodę każdą możliwą i niemożliwą dziurą. Ale my jesteśmy dzielni! Trochę utytłani w szlamie mogliśmy się wypłukać w wodospadzie - niecodzienna frajda.

Do wodospadu jest jeszcze jedno dojście. Nie udostępnione turystom. Przechodzi się sztolniami z fragmentami starej obudowy drewnianej. Zbutwiałe drewno nie wszędzie wytrzymało nadgryzanie przez czas i wodę. Przechodziliśmy więc pod nadłamanymi stropnicami, które mogłyby nie wytrzymać mocniejszego oparcia się o nie. Sztolnia Czarna (fot. M. Madziarz)Przejścia są tak wąskie, że aż kusi aby złapać się wygodnie kawałka drewna... Po drodze zaglądamy do "cud miód" chodnika. Wąziutki, mijając się w nim mieliśmy dylemat: kto komu przechodzi między nogami. Niziutki - cały czas w "kucki". Jak ci górnicy wytrzymywali tam cały dzień? Na ścianach wyraźne ślady rycia żelazkiem. Dosłownie - jakby robiono to wczoraj, a nie przed kilkoma wiekami. Naprawdę trudne do wyobrażenia, jak oni tam, na kolanach, przy nikłym oświetleniu, prawdopodobnie przy brakach tlenu (bo chodnik przecież zamknięty z jednej strony i niesamowicie wąski). A co się mogło dziać, gdy nagle światło gasło? Bo na pewno trafiały się takie przypadki. po ciemku szukali krzesiwa i hubki? Czy musieli po omacku wrócić do głównego korytarza? I czy w takim zaułku górnik siedział sam?

Ale wracając do naszej wyprawy. Trzeba było przeczołgać się najpierw przez jeden zacisk, wysoki na około 40 cm - czyli nie tak mało, ale za to głową dość stromo w dół (w nieznanych chodnikach - zawsze głową do przodu). Przy pokonywaniu przeszkody w jedną stronę to pomagało, ale, że dalej był bardzo maleńki korytarzyk kończący się drugim zaciskiem i tak wąski, że odwrócenie się w nim wymagało niemałych akrobacji ja zdecydowałam się na wycofanie nogami do przodu i pod górkę, co było o tyle komiczne, że trzeba było przepełznąć przez kałużę, i na paluszkach nóg i łokciach wspinać się mozolnie odwrotnie do ogólnie przyjętych zwyczajów, bo głową w dół. Poza tym, nie widząc gdzie kieruję nogi zahaczałam co chwilę o ścianę lub osobę za mną. He! He!

Przy zacisku w pobliżu wodospadu (fot. ŁM)Ten drugi zacisk ma około 30 cm wysokości i o tej porze roku (wiosna) zalany jest wodą (taki mały syfon). Aby się przedostać przez niego, trzeba by zanurkować przepełznąć kawałek nie oddychając. Nie udałoby się natomiast przeprawić oświetlenia, jakie posiadaliśmy (zwykłe latarki i karbidówki). Podbój korytarza więc jeszcze przed nami.

Ciekawą historię tego miejsca opowiedziała nam znowu Ela. Bo dlaczego górnicy zrobili przecisk 30 cm, a nie podwyższyli go na tyle, aby dało się w miarę wygodnie przejść? Wyjaśnił to podobno jakiś górnik, mówiąc że w tym miejscu znajduje się "stopa" (czy "noga") góry. Jakiekolwiek nadmierne naruszenie jej w tym miejscu mogłoby spowodować zawał.

Sztolnia Emanuela

Kolejnym etapem naszej wyprawy była sztolnia Emanuela. Jest to sztolnia odwadniająca, czyli odprowadzająca wodę ze wszystkich pozostałych miejsc z podziemnej części kopalni. Plan sztolni EmanuelaPrzejście Emanuela wymaga specjalnego wodoszczelnego ubranka lub całkowitego jego braku. To drugie rozwiązanie jest jednak bardzo ryzykowne ze względu na niską temperaturę panującą w sztolni. Wejście do niej znajduje się na podwórzu jednego z domów przy ul. Górniczej i przypomina raczej rów melioracyjny niż pozostałość kopalni.

Przy wejściu do sztolni Emanuela (fot. Joanna Dereń)Wchodzimy do Emanuela. Wody po kolana. Jej poziom jednak szybko się podnosi. Po paru metrach wynosi ok. 160 cm. W takich warunkach trzeba przejść może 100, może 150 metrów. Pozwala to oswoić organizm z temperaturą, wynoszącą ok. 6-8 stopni Celsjusza. Dalsza część korytarza już nie jest tak zalana. Dno jednak pokryte jest półmetrową warstwą szlamu. Zapadamy się po kolana i głębiej. Wkrótce dochodzimy do składowiska opon i złomu (!), wrzucanego tam przez szyb prowadzący na powierzchnię.

Przeciskamy się przez stosy opon. Chodnik zmienia swój charakter. Zaczyna kluczyć. Powodem tego jest występowanie twardych skał, których drążenie było nieopłacalne w sztolni służącej tylko do odprowadzania wody. Po 800 metrach docieramy do szybu, którym można się dostać do zalanych w latach sześćdziesiątych części pola Złoty Osioł (Golden Esel) i miejsca XVI wiecznej katastrofy górniczej. W wyniku tąpnięcia zginęło wtedy wielu gwarków. Ich ciał nie wydobyto do dziś.

Dochodzimy do końca sztolni. Kilka fotek i wracamy szybkim tempem, żeby nie czuć zimna, które powoli zaczyna wszystkim doskwierać.




Strona tytułowa | Historia górnictwa | Wyprawa do sztolni
Muzeum górnictwa | Info dla turystów | Wybór odnośników | Kontakt

© 1999-2003 JDM & ŁM
Wykorzystane zdjęcia, o ile nie zaznaczono inaczej, są autorstwa Wiktora Lubienieckiego
Wykorzystano fragmenty przewodnika "Złoty Stok i okolice" autorstwa Antoniego Muszera i Wiktora Lubienieckiego.

!